(....)
-Co się dzieje? - niecierpliwiłam się
-Violuś, ja .. - zaczął, a ja mocniej ścisnęłam jego rękę próbując dodać mu otuchy -Wyjeżdżam - wykrztusił z siebie. Poczułam ukłucie w sercu, a moje oczy natychmiast zapełniły fale łez
-Co? - zapytałam z niedowierzaniem
-Pamiętasz, gdy wczoraj musiałem wcześniej wyjść, bo mój ojciec miał mi powiedzieć coś ważnego? - pokiwałam twierdząco głową -To właśnie to. Dostał ofertę pracy w Barcelonie i za dwa dni się tam przeprowadzamy - wyjaśnił zawiedziony
-Tak szybko? - jeszcze bardziej się załamałam
-Niestety
-Nie wierze - po moim policzku spłynęło kilka łez -Leon, nie możesz - powiedziałam słabo, a on przyciągnął mnie do siebie
-Muszę Violu - odparł bezradnie
-Proszę, nie rób tego, nie jedź - rzuciłam zdesperowana mocząc ramię szatyna
-Nic na to nie poradzę słońce. Jedyne co mogę, to spędzić z tobą te ostatnie dwa dni - rzekł smutno, a mnie aż zabolało serce. Gorsze od jego wyjazdu było to, że on cierpi. Kocham go najmocniej na świecie i gdy widzę, że jest mu źle, ja sama czuję się okropnie -Muszę się jeszcze spakować, możemy zobaczyć się później - zaproponował wypuszczając mnie z objęć
-Pomogę ci - zrobiłabym wszystko, żeby tylko spędzić z nim choć minutę dłużej. Myśl, że możemy się już więcej nie zobaczyć wciąż do mnie nie docierała. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez niego.
-Nie musisz - powiedział
-Ale chcę - spojrzałam mu w oczy
-Dobrze - uśmiechnął się smutno -Chodźmy - wstaliśmy, po czym ruszyliśmy w stronę domu chłopaka.
W końcu znaleźliśmy się w jego pokoju. W pomieszczeniu było już kilka zapakowanych kartonów oraz kilka pustych, a na łóżku leżała duża, rozpięta walizka, w której znajdowało się już kilka koszulek.
Podeszłam do szafy, która była już otwarta. Wyciągnęłam jeden wieszak, na którym wisiał brązowy płaszcz
-Miałeś go na naszym pierwszym spotkaniu - zauważyłam. Na samo wspomnienie przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. Chłopak stanął obok mnie.
-Pamiętasz? - uśmiechnął się lekko
-Wtedy mnie uratowałeś - przypomniałam, a on spojrzał mi w oczy
-Wcale tego nie żałuję - przyznał, a ja wtuliłam się w jego umięśniony tors. Słyszałam bicie jego serca, na co skrycie się uśmiechnęłam -Kocham Cię
-Ja Ciebie też
-Nad życie - przyznał, a ja mocniej się w niego wtuliłam. Po chwili podniosłam powieki i niechętnie uwolniłam się z jego silnych ramion.
-Nie wiem jak sobie bez Ciebie poradzę - powiedziałam
-Przecież będę przy tobie. Będę do Ciebie dzwonił, pisał i wszystko co tylko możliwe. Nikt i nic nas nie rozdzieli, nawet te wszystkie kilometry
-Masz rację. Nadal możemy być razem
-Zawsze będziemy razem. Nie ważne gdzie, nie ważne kiedy i jak daleko od siebie - przybliżył do mnie swoje usta, a ja od razu zapragnęłam wpić się w jego wargi. Zamknęłam oczy i zaczęłam zbliżać się do niego, ale on zamiast mnie pocałować dał mi buziaka w policzek, przez co lekko posmutniałam. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że szatyn patrzy na mnie, przez co moje policzki nabrały różowego odcienia. -Skończę się pakować - uśmiechnął się, po czym odsunął się ode mnie i podszedł do jednego z kartonów. Zrobiło mi się trochę przykro. Tak bardzo chciałam go pocałować.
-Leon - powiedziałam niepewnie
-Tak? - zapytał, a ja zaraz pożałowałam rozpoczęcia tej rozmowy. Teraz już musiałam mu wszystko powiedzieć
-Bo ... - zacięłam się zawstydzona
-O co chodzi Violu? - zapytał rozbawiony odwracając się w moją stronę
-Ja .. chciałam - speszona zaczęłam patrzeć w niewidzialny punkt przede mną -Błagam, niech mnie już o nic więcej nie pyta - modliłam się w myślach
-Powiedź - drażnił się ze mną, po czym stanął naprzeciwko -Nie wstydź się - odparł, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Dzieliły nas zaledwie milimetry. W końcu nie wytrzymałam i położyłam ręce na jego policzkach, po czym wpiłam się w jego usta, a on natychmiastowo odwzajemnił pocałunek. Dosłownie unosiłam się w powietrzu. Oplotłam swoimi rękami jego szyję i jedną dłonią zaczęłam gładzić jego włosy. Pragnęłam, aby ta chwila trwała wiecznie. W końcu z braku powietrza oderwaliśmy się od siebie. Na jego twarz wkradł się słodki uśmiech, który tak kochałam -Uwielbiam Cię całować - przyznał
-Ja czuję to samo - rzekłam -Ale teraz bierzmy się do pakowania - zmieniłam temat chcąc uniknąć rumieńców na mojej twarzy
-Dobrze - zgodził się po czym wrócił do pakowania swoich rzeczy.
~Godzinę później~
Nie było łatwo, ale w końcu ja i Leon skończyliśmy pakowanie.
-Księżniczko, może pójdziemy coś zjeść do miasta? - zaproponował, a ja się uśmiechnęłam na to jak mnie określił -Dlaczego się uśmiechasz? - zapytał odwzajemniając gest
-Po prostu lubię kiedy tak do mnie mówisz - przyznałam
-Mówię tak, bo naprawdę jesteś moją księżniczką i moim największym skarbem - odparł, a na moje policzki nabrały różowego odcienia -To idziemy?
-Tak - odpowiedziałam, a on złapał mnie za rękę i zeszliśmy do salonu. Wyszliśmy z domu i poszliśmy w stronę jednej z restauracji. Na początku nie wiedziałam dokąd idziemy, ale w końcu rozpoznałam znajomą mi już drogę. Przypomniałam sobie kiedy byłam przebrana za Roxy i spotykałam się tam z Leonem. Teraz gdy o tym myślę to trochę mnie to rozbawia, ale wtedy przeżywałam naprawdę złe chwile. Dobrze, że to wszystko już minęło, że teraz mogę z nim być szczęśliwa ... no prawie, bo już za dwa dni moje życie zamieni się w piekło. Ja i on znowu będziemy daleko od siebie - na samą myśl o jego wyjeździe w moich oczach pojawiły się łzy, których szybko się pozbyłam.
Nie chcę o tym myśleć, chce cieszyć się tymi ostatnimi chwilami, jakie mogę z nim spędzić. Po za tym będą nas dzieliły kilometry, a nie uczucia.
W końcu znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy do jednego ze stolików. Po kilku minutach podszedł do nas kelner
-Witam, w czym mogę służyć? - zapytał. Chłopak podał nasze zamówienia, a pracownik zapisał je w notesie, po czym zostawił nas samych.
-Muszę jeszcze powiedzieć o tym wszystkim naszym przyjaciołom - przypomniał sobie
-Tak, dawno się z nimi nie widziałam
-Ja też, jedynie z Fede i Ludmiłą - odparł
-Ale ... - przerwał mi dźwięk mojego telefonu -Przepraszam - powiedziałam, po czym wstałam od stolika i odeszłam w róg restauracji. Zobaczyłam, że dostałam wiadomość, którą od razu sprawdziłam.
~Nieznany~
Widzę, że nie umiałaś trzymać gęby na kłódkę, a ostrzegałam Cię. Uwierz, że to nie skończy się dla was dobrze. A wystarczyło odsunąć się od Leona ... Dlaczego nie posłuchałaś? Nie miałabyś teraz takich problemów. Ale ty jak zwykle musisz zrobić wokół siebie szum, żeby wszyscy ci współczuli. Jesteś żałosna, nie wiem co Leon w tobie widzi ...... Pożałujesz wszystkiego co zrobiłaś ;)
Znowu poczułam w sobie panikę i lęk. Miałam wrażanie jakby ktoś ciągle mnie obserwował. Teraz miałam aż nadto problemów. Wyjazd Leona i te groźby Gery .. To wszystko zaczęło mnie przerastać. Nagle poczułam rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego ukochanego
-Violu, coś się stało? - zapytał troskliwie spoglądając mi w oczy.
-Nie, nic mi nie jest- skłamałam wymuszając uśmiech
-Wiem, że nie mówisz prawdy - zauważył. Za dobrze mnie znał. Mógł czytać ze mnie jak z otwartej księgi. Nie chciałam go zamartwiać tym wszystkim. Przecież sam także cierpi z powodu swojego wyjazdu, po co mam nakładać na niego dodatkowe problemy? -To znowu Gery? - zapytał, a ja nie odpowiedziałam -Dlaczego to przede mną ukrywasz? - spuściłam wzrok -Skoro nie chcesz mi nic powiedzieć, to nie - odparł z goryczą po czym poszedł w stronę stolika. Chwilę później dołączyłam do niego spoczywając na krześle naprzeciwko
-Leon - zaczęłam niepewnie, a on nic nie odpowiedział tylko zwrócił na mnie bezradny wzrok. -Przepraszam, ale ja nie mogę ci tego powiedzieć - ciągnęłam. Spojrzałam na jego rękę, którą złapałam, a on natychmiastowo ją zabrał. Bardzo przez to posmutniałam -Dlaczego to robisz? - zapytałam
-Bo mi nie ufasz - rzekł
-To nie tak - próbowałam się tłumaczyć
-Odpuść sobie, nie będę Cię już męczył - powiedział, a ja westchnęłam
-Dobrze wiesz, że to nie o to chodzi
-Nie ważne - odparł
-Kochanie, nie obrażaj się na mnie - poprosiłam
-Nic nie rozumiesz Violetta - powiedział zirytowany -Chcę ci pomóc, ale ty mi na to nie pozwalasz. Obiecaliśmy sobie mówić prawdę - wspomniał, a mnie dopadło poczucie winy. Nie mogłam pokonać tego strachu, po prostu nie potrafiłam. Bałam się, że jeśli cokolwiek teraz powiem, to Gery skrzywdzi mnie i co najgorsze jego. Chcę jego dobra, dlatego nic mu nie powiem. -Mam dość - odparł zrezygnowany, po czym wstał z krzesła. Wyciągnął z kieszeni pieniądze i położył je na stole.
-Leon, co robisz? - zapytałam nieświadoma, ale w odpowiedzi uzyskałam tylko głuchą ciszę. Chłopak bez słowa udał się w stronę drzwi. Wstałam i szybko podeszłam do niego -Nie rób mi tego - błagałam z łzami w oczach, a on odwrócił się. -Nie złość się na mnie, proszę - widziałam, że zaczynał mi ulegać, jednak i tak był bardzo poważny -Dobrze, wszystko ci opowiem, tylko nie kłóćmy się - tylko w ten sposób mogłam go przy sobie zatrzymać
-Dobrze, chodź - przyznał, po czym delikatnie złapał mnie za rękę. Udaliśmy się razem na nasze poprzednie miejsce, gdzie czekał na nas zdziwiony kelner. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy zawiesili na nas swój wzrok, jednak nie obchodziło mnie to. Liczyło się tylko to, że ze mną został. Usiedliśmy na krzesłach, a pracownik podał nam zamówione przez nas potrawy. -Mógłbym zapłacić teraz? - zapytał mój ukochany
-Tak - rzekł oschło mężczyzna. Chłopak podał mu pieniądze, a ten odszedł. Zaczęliśmy jeść posiłek, który był wyśmienity. Wszystko było idealnie przyrządzone i rozpływało się w ustach. Kiedy skończyliśmy chłopak spojrzał na mnie
-Dobrze, pokaż mi tą wiadomość - odparł, a ja niepewnie podałam mu telefon. Leon zaczął czytać treść SMS'a. Kiedy skończył oddał mi urządzenia po czym spojrzał na mnie bardzo zmartwiony. -Dosyć tego, przegięła - jak na zawołanie dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu. Chłopak od razu wstał i podszedł do niej, a ja podążyłam za nim -Chyba musimy sobie coś wyjaśnić - warknął, po czym wyszliśmy przed budynek
-O co ci znowu chodzi? - zapytała zbulwersowana
-Odwal się od niej, rozumiesz? - krzyknął, a ja próbowałam go uspokoić
-Nie! Mam dość! Ona mi Cię zabrała - podniosła głos. W jej oczach zauważyłam łzy. Mimo wszystko było mi jej trochę szkoda. Widać, że jest zakochana w Leonie.
-Gery, dobrze wiesz, że zawsze kochałem Violette i będę ją kochać. A my nigdy nie byliśmy razem - próbował być delikatny, jednak i tak przemawiała przez niego złość -Powinnaś jej dziękować, za to, że wybaczyliśmy wam przed wakacjami. Nie wiesz ile cierpienia nam zadałaś, nadal nie rozumiesz? - zapytał zrezygnowany
-Nienawidzę Cię - zwróciła się do mnie zapłakana
-Leon, mogę porozmawiać sam na sam z Gery? - zapytałam
-Nie zostawię cię samej - odparł stanowczo
-Proszę - spojrzałam mu w oczy
-Dobrze - uległ zawiedziony, a ja musnęłam go w policzek. Chłopak odszedł, a ja zostałam z nią sama. Jednak i tak stał w jakiejś odległości od nas. Widziałam, że się martwił, jak ja sama. Dziewczyna zawiesiła na mnie zazdrosny, morderczy wzrok. Daje głowę, że gdyby można było zabijać wzrokiem, już byłabym martwa.
-Posłuchaj, masz naprawdę cudownego chłopaka. Przecież zamiast próbując się na mnie zemścić, możesz być z nim szczęśliwa - zaczęłam
-Zamknij się, nic nie rozumiesz - prychnęła, a ja starałam nie zwracać na to uwagi
-Wiem, że widzisz we mnie wroga, ale ja jakąś częścią siebie, staram się cię zrozumieć - wyjaśniłam
-Ta, jasne. Ty zawsze miałaś i masz tłum chłopaków u swoich stóp, a wybrałaś akurat jego
-Dobrze wiesz, że nie wybieramy w kim się zakochujemy - odparłam, a jej zrzedła mina
-Ty nie jesteś w nim zakochana, ty go po prostu wykorzystujesz. Dobrze wiesz, że Leon zrobiłby dla Ciebie wszystko, dlatego z nim jesteś. Nie z miłości. Po prostu on jest w stanie najwięcej dla Ciebie poświęcić - zarzuciła
-Jestem z nim, bo go kocham - powiedziałam szczerze -Jak ty Clementa
-Nic o mnie nie wiesz - warknęła
-Przecież widzę jak na niego patrzysz. Po co chcesz to komplikować?
-To prawda, czuje coś do Clementa - przyznała -Ale zrobię wszystko, żebyś nie mogła być szczęśliwa z Leonem
-Dlaczego?
-Po tym co mu zrobiłaś nie zasługujesz na jego uczucie
-Nie rozumiesz, że oddalając go ode mnie, jego także ranisz? - zapytałam
-Nie, wręcz przeciwnie. Może wtedy zrozumie, że nie jesteś go warta.
-Proszę Cię, zostaw nas w spokoju. Przecież wszyscy możemy się przyjaźnić, możesz być szczęśliwa. Możemy zapomnieć o całej sprawie, ale sama musisz podjąć decyzję - zaoferowałam, a ona zmierzyła mnie wzrokiem
-Pożałujesz suko - zagroziła, a mnie zamurowało. Odwróciła się na pięcie i odeszła ode mnie, a ja nie mogłam się nawet poruszyć. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Przy mnie znalazł się mój ukochany. Stanął naprzeciwko, a ja bez słowa wtuliłam się w niego cicho przy tym szlochając.
*******************************
Hej, hej :* Dawno nie pisałam :D Jakoś nie miałam weny, dlatego taki nijaki rozdział wyszedł :<
Mam nadzieję, że nie zasnęliście w trakcie :D No cóż, jeśli się wam podobał, to wiecie co robić :)
Cześć! Nie zgodzę się z tobą rozdział wyszedł ci mega! Tylko że chcę mi się płakać na myśl że león wyjeżdża..;c niech nie wyjeżdża! Jeszcze ta głupia Gery zrobi coś złego Vilu! Ech..Leóś opiekuńczy. Biedni..nie wyobrażam sobie jak ich rozdzielisz! To nie fer..piszę petycję O.o Czekam na next i życzę dużooo weny. Pisz szybciutko ja tu czekam:*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nowego krótkiego One Shorta chcę poznać twoje zdanie : ) Mam nadzieje ze wpadniesz i poczytasz:* - http://violetta-nasza-magiczna.blogspot.com/
Wiem że adres znasz ale w razie czego podaje..:3
Pozdrawiam Sandra<33
Dziękuje :* Na pewno przeczytam i oczywiście skomentuje :*
UsuńPS. Ja też nie chcę ich rozdzielać, ale to część fabuły :< No niestety, jakoś to musimy przeżyć :D
Tak, super! To tak jakby kontynuacja Violetty czwartego sezonu, tak? Świetne, podoba mi się tylko czemu rozdzielasz moją ukochaną parę?! Jak to przeczytałam to chciało mi się ryczeć!
OdpowiedzUsuńA i zapraszam do mnie - amor-para-siempre-leonetta.blogspot.com
UsuńZostałaś nominowana do LBA na moim blogu!
Usuńhttp://amor-para-siempre-leonetta.blogspot.com/