(....)
-Co się dzieje? - niecierpliwiłam się
-Violuś, ja .. - zaczął, a ja mocniej ścisnęłam jego rękę próbując dodać mu otuchy -Wyjeżdżam - wykrztusił z siebie. Poczułam ukłucie w sercu, a moje oczy natychmiast zapełniły fale łez
-Co? - zapytałam z niedowierzaniem
-Pamiętasz, gdy wczoraj musiałem wcześniej wyjść, bo mój ojciec miał mi powiedzieć coś ważnego? - pokiwałam twierdząco głową -To właśnie to. Dostał ofertę pracy w Barcelonie i za dwa dni się tam przeprowadzamy - wyjaśnił zawiedziony
-Tak szybko? - jeszcze bardziej się załamałam
-Niestety
-Nie wierze - po moim policzku spłynęło kilka łez -Leon, nie możesz - powiedziałam słabo, a on przyciągnął mnie do siebie
-Muszę Violu - odparł bezradnie
-Proszę, nie rób tego, nie jedź - rzuciłam zdesperowana mocząc ramię szatyna
-Nic na to nie poradzę słońce. Jedyne co mogę, to spędzić z tobą te ostatnie dwa dni - rzekł smutno, a mnie aż zabolało serce. Gorsze od jego wyjazdu było to, że on cierpi. Kocham go najmocniej na świecie i gdy widzę, że jest mu źle, ja sama czuję się okropnie -Muszę się jeszcze spakować, możemy zobaczyć się później - zaproponował wypuszczając mnie z objęć
-Pomogę ci - zrobiłabym wszystko, żeby tylko spędzić z nim choć minutę dłużej. Myśl, że możemy się już więcej nie zobaczyć wciąż do mnie nie docierała. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez niego.
-Nie musisz - powiedział
-Ale chcę - spojrzałam mu w oczy
-Dobrze - uśmiechnął się smutno -Chodźmy - wstaliśmy, po czym ruszyliśmy w stronę domu chłopaka.
W końcu znaleźliśmy się w jego pokoju. W pomieszczeniu było już kilka zapakowanych kartonów oraz kilka pustych, a na łóżku leżała duża, rozpięta walizka, w której znajdowało się już kilka koszulek.
Podeszłam do szafy, która była już otwarta. Wyciągnęłam jeden wieszak, na którym wisiał brązowy płaszcz
-Miałeś go na naszym pierwszym spotkaniu - zauważyłam. Na samo wspomnienie przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. Chłopak stanął obok mnie.
-Pamiętasz? - uśmiechnął się lekko
-Wtedy mnie uratowałeś - przypomniałam, a on spojrzał mi w oczy
-Wcale tego nie żałuję - przyznał, a ja wtuliłam się w jego umięśniony tors. Słyszałam bicie jego serca, na co skrycie się uśmiechnęłam -Kocham Cię
-Ja Ciebie też
-Nad życie - przyznał, a ja mocniej się w niego wtuliłam. Po chwili podniosłam powieki i niechętnie uwolniłam się z jego silnych ramion.
-Nie wiem jak sobie bez Ciebie poradzę - powiedziałam
-Przecież będę przy tobie. Będę do Ciebie dzwonił, pisał i wszystko co tylko możliwe. Nikt i nic nas nie rozdzieli, nawet te wszystkie kilometry
-Masz rację. Nadal możemy być razem
-Zawsze będziemy razem. Nie ważne gdzie, nie ważne kiedy i jak daleko od siebie - przybliżył do mnie swoje usta, a ja od razu zapragnęłam wpić się w jego wargi. Zamknęłam oczy i zaczęłam zbliżać się do niego, ale on zamiast mnie pocałować dał mi buziaka w policzek, przez co lekko posmutniałam. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że szatyn patrzy na mnie, przez co moje policzki nabrały różowego odcienia. -Skończę się pakować - uśmiechnął się, po czym odsunął się ode mnie i podszedł do jednego z kartonów. Zrobiło mi się trochę przykro. Tak bardzo chciałam go pocałować.
-Leon - powiedziałam niepewnie
-Tak? - zapytał, a ja zaraz pożałowałam rozpoczęcia tej rozmowy. Teraz już musiałam mu wszystko powiedzieć
-Bo ... - zacięłam się zawstydzona
-O co chodzi Violu? - zapytał rozbawiony odwracając się w moją stronę
-Ja .. chciałam - speszona zaczęłam patrzeć w niewidzialny punkt przede mną -Błagam, niech mnie już o nic więcej nie pyta - modliłam się w myślach
-Powiedź - drażnił się ze mną, po czym stanął naprzeciwko -Nie wstydź się - odparł, a ja jeszcze bardziej się zarumieniłam. Dzieliły nas zaledwie milimetry. W końcu nie wytrzymałam i położyłam ręce na jego policzkach, po czym wpiłam się w jego usta, a on natychmiastowo odwzajemnił pocałunek. Dosłownie unosiłam się w powietrzu. Oplotłam swoimi rękami jego szyję i jedną dłonią zaczęłam gładzić jego włosy. Pragnęłam, aby ta chwila trwała wiecznie. W końcu z braku powietrza oderwaliśmy się od siebie. Na jego twarz wkradł się słodki uśmiech, który tak kochałam -Uwielbiam Cię całować - przyznał
-Ja czuję to samo - rzekłam -Ale teraz bierzmy się do pakowania - zmieniłam temat chcąc uniknąć rumieńców na mojej twarzy
-Dobrze - zgodził się po czym wrócił do pakowania swoich rzeczy.
~Godzinę później~
Nie było łatwo, ale w końcu ja i Leon skończyliśmy pakowanie.
-Księżniczko, może pójdziemy coś zjeść do miasta? - zaproponował, a ja się uśmiechnęłam na to jak mnie określił -Dlaczego się uśmiechasz? - zapytał odwzajemniając gest
-Po prostu lubię kiedy tak do mnie mówisz - przyznałam
-Mówię tak, bo naprawdę jesteś moją księżniczką i moim największym skarbem - odparł, a na moje policzki nabrały różowego odcienia -To idziemy?
-Tak - odpowiedziałam, a on złapał mnie za rękę i zeszliśmy do salonu. Wyszliśmy z domu i poszliśmy w stronę jednej z restauracji. Na początku nie wiedziałam dokąd idziemy, ale w końcu rozpoznałam znajomą mi już drogę. Przypomniałam sobie kiedy byłam przebrana za Roxy i spotykałam się tam z Leonem. Teraz gdy o tym myślę to trochę mnie to rozbawia, ale wtedy przeżywałam naprawdę złe chwile. Dobrze, że to wszystko już minęło, że teraz mogę z nim być szczęśliwa ... no prawie, bo już za dwa dni moje życie zamieni się w piekło. Ja i on znowu będziemy daleko od siebie - na samą myśl o jego wyjeździe w moich oczach pojawiły się łzy, których szybko się pozbyłam.
Nie chcę o tym myśleć, chce cieszyć się tymi ostatnimi chwilami, jakie mogę z nim spędzić. Po za tym będą nas dzieliły kilometry, a nie uczucia.
W końcu znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy do jednego ze stolików. Po kilku minutach podszedł do nas kelner
-Witam, w czym mogę służyć? - zapytał. Chłopak podał nasze zamówienia, a pracownik zapisał je w notesie, po czym zostawił nas samych.
-Muszę jeszcze powiedzieć o tym wszystkim naszym przyjaciołom - przypomniał sobie
-Tak, dawno się z nimi nie widziałam
-Ja też, jedynie z Fede i Ludmiłą - odparł
-Ale ... - przerwał mi dźwięk mojego telefonu -Przepraszam - powiedziałam, po czym wstałam od stolika i odeszłam w róg restauracji. Zobaczyłam, że dostałam wiadomość, którą od razu sprawdziłam.
~Nieznany~
Widzę, że nie umiałaś trzymać gęby na kłódkę, a ostrzegałam Cię. Uwierz, że to nie skończy się dla was dobrze. A wystarczyło odsunąć się od Leona ... Dlaczego nie posłuchałaś? Nie miałabyś teraz takich problemów. Ale ty jak zwykle musisz zrobić wokół siebie szum, żeby wszyscy ci współczuli. Jesteś żałosna, nie wiem co Leon w tobie widzi ...... Pożałujesz wszystkiego co zrobiłaś ;)
Znowu poczułam w sobie panikę i lęk. Miałam wrażanie jakby ktoś ciągle mnie obserwował. Teraz miałam aż nadto problemów. Wyjazd Leona i te groźby Gery .. To wszystko zaczęło mnie przerastać. Nagle poczułam rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego ukochanego
-Violu, coś się stało? - zapytał troskliwie spoglądając mi w oczy.
-Nie, nic mi nie jest- skłamałam wymuszając uśmiech
-Wiem, że nie mówisz prawdy - zauważył. Za dobrze mnie znał. Mógł czytać ze mnie jak z otwartej księgi. Nie chciałam go zamartwiać tym wszystkim. Przecież sam także cierpi z powodu swojego wyjazdu, po co mam nakładać na niego dodatkowe problemy? -To znowu Gery? - zapytał, a ja nie odpowiedziałam -Dlaczego to przede mną ukrywasz? - spuściłam wzrok -Skoro nie chcesz mi nic powiedzieć, to nie - odparł z goryczą po czym poszedł w stronę stolika. Chwilę później dołączyłam do niego spoczywając na krześle naprzeciwko
-Leon - zaczęłam niepewnie, a on nic nie odpowiedział tylko zwrócił na mnie bezradny wzrok. -Przepraszam, ale ja nie mogę ci tego powiedzieć - ciągnęłam. Spojrzałam na jego rękę, którą złapałam, a on natychmiastowo ją zabrał. Bardzo przez to posmutniałam -Dlaczego to robisz? - zapytałam
-Bo mi nie ufasz - rzekł
-To nie tak - próbowałam się tłumaczyć
-Odpuść sobie, nie będę Cię już męczył - powiedział, a ja westchnęłam
-Dobrze wiesz, że to nie o to chodzi
-Nie ważne - odparł
-Kochanie, nie obrażaj się na mnie - poprosiłam
-Nic nie rozumiesz Violetta - powiedział zirytowany -Chcę ci pomóc, ale ty mi na to nie pozwalasz. Obiecaliśmy sobie mówić prawdę - wspomniał, a mnie dopadło poczucie winy. Nie mogłam pokonać tego strachu, po prostu nie potrafiłam. Bałam się, że jeśli cokolwiek teraz powiem, to Gery skrzywdzi mnie i co najgorsze jego. Chcę jego dobra, dlatego nic mu nie powiem. -Mam dość - odparł zrezygnowany, po czym wstał z krzesła. Wyciągnął z kieszeni pieniądze i położył je na stole.
-Leon, co robisz? - zapytałam nieświadoma, ale w odpowiedzi uzyskałam tylko głuchą ciszę. Chłopak bez słowa udał się w stronę drzwi. Wstałam i szybko podeszłam do niego -Nie rób mi tego - błagałam z łzami w oczach, a on odwrócił się. -Nie złość się na mnie, proszę - widziałam, że zaczynał mi ulegać, jednak i tak był bardzo poważny -Dobrze, wszystko ci opowiem, tylko nie kłóćmy się - tylko w ten sposób mogłam go przy sobie zatrzymać
-Dobrze, chodź - przyznał, po czym delikatnie złapał mnie za rękę. Udaliśmy się razem na nasze poprzednie miejsce, gdzie czekał na nas zdziwiony kelner. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy zawiesili na nas swój wzrok, jednak nie obchodziło mnie to. Liczyło się tylko to, że ze mną został. Usiedliśmy na krzesłach, a pracownik podał nam zamówione przez nas potrawy. -Mógłbym zapłacić teraz? - zapytał mój ukochany
-Tak - rzekł oschło mężczyzna. Chłopak podał mu pieniądze, a ten odszedł. Zaczęliśmy jeść posiłek, który był wyśmienity. Wszystko było idealnie przyrządzone i rozpływało się w ustach. Kiedy skończyliśmy chłopak spojrzał na mnie
-Dobrze, pokaż mi tą wiadomość - odparł, a ja niepewnie podałam mu telefon. Leon zaczął czytać treść SMS'a. Kiedy skończył oddał mi urządzenia po czym spojrzał na mnie bardzo zmartwiony. -Dosyć tego, przegięła - jak na zawołanie dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu. Chłopak od razu wstał i podszedł do niej, a ja podążyłam za nim -Chyba musimy sobie coś wyjaśnić - warknął, po czym wyszliśmy przed budynek
-O co ci znowu chodzi? - zapytała zbulwersowana
-Odwal się od niej, rozumiesz? - krzyknął, a ja próbowałam go uspokoić
-Nie! Mam dość! Ona mi Cię zabrała - podniosła głos. W jej oczach zauważyłam łzy. Mimo wszystko było mi jej trochę szkoda. Widać, że jest zakochana w Leonie.
-Gery, dobrze wiesz, że zawsze kochałem Violette i będę ją kochać. A my nigdy nie byliśmy razem - próbował być delikatny, jednak i tak przemawiała przez niego złość -Powinnaś jej dziękować, za to, że wybaczyliśmy wam przed wakacjami. Nie wiesz ile cierpienia nam zadałaś, nadal nie rozumiesz? - zapytał zrezygnowany
-Nienawidzę Cię - zwróciła się do mnie zapłakana
-Leon, mogę porozmawiać sam na sam z Gery? - zapytałam
-Nie zostawię cię samej - odparł stanowczo
-Proszę - spojrzałam mu w oczy
-Dobrze - uległ zawiedziony, a ja musnęłam go w policzek. Chłopak odszedł, a ja zostałam z nią sama. Jednak i tak stał w jakiejś odległości od nas. Widziałam, że się martwił, jak ja sama. Dziewczyna zawiesiła na mnie zazdrosny, morderczy wzrok. Daje głowę, że gdyby można było zabijać wzrokiem, już byłabym martwa.
-Posłuchaj, masz naprawdę cudownego chłopaka. Przecież zamiast próbując się na mnie zemścić, możesz być z nim szczęśliwa - zaczęłam
-Zamknij się, nic nie rozumiesz - prychnęła, a ja starałam nie zwracać na to uwagi
-Wiem, że widzisz we mnie wroga, ale ja jakąś częścią siebie, staram się cię zrozumieć - wyjaśniłam
-Ta, jasne. Ty zawsze miałaś i masz tłum chłopaków u swoich stóp, a wybrałaś akurat jego
-Dobrze wiesz, że nie wybieramy w kim się zakochujemy - odparłam, a jej zrzedła mina
-Ty nie jesteś w nim zakochana, ty go po prostu wykorzystujesz. Dobrze wiesz, że Leon zrobiłby dla Ciebie wszystko, dlatego z nim jesteś. Nie z miłości. Po prostu on jest w stanie najwięcej dla Ciebie poświęcić - zarzuciła
-Jestem z nim, bo go kocham - powiedziałam szczerze -Jak ty Clementa
-Nic o mnie nie wiesz - warknęła
-Przecież widzę jak na niego patrzysz. Po co chcesz to komplikować?
-To prawda, czuje coś do Clementa - przyznała -Ale zrobię wszystko, żebyś nie mogła być szczęśliwa z Leonem
-Dlaczego?
-Po tym co mu zrobiłaś nie zasługujesz na jego uczucie
-Nie rozumiesz, że oddalając go ode mnie, jego także ranisz? - zapytałam
-Nie, wręcz przeciwnie. Może wtedy zrozumie, że nie jesteś go warta.
-Proszę Cię, zostaw nas w spokoju. Przecież wszyscy możemy się przyjaźnić, możesz być szczęśliwa. Możemy zapomnieć o całej sprawie, ale sama musisz podjąć decyzję - zaoferowałam, a ona zmierzyła mnie wzrokiem
-Pożałujesz suko - zagroziła, a mnie zamurowało. Odwróciła się na pięcie i odeszła ode mnie, a ja nie mogłam się nawet poruszyć. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Przy mnie znalazł się mój ukochany. Stanął naprzeciwko, a ja bez słowa wtuliłam się w niego cicho przy tym szlochając.
*******************************
Hej, hej :* Dawno nie pisałam :D Jakoś nie miałam weny, dlatego taki nijaki rozdział wyszedł :<
Mam nadzieję, że nie zasnęliście w trakcie :D No cóż, jeśli się wam podobał, to wiecie co robić :)
Leonetta opowiadanie
czwartek, 18 czerwca 2015
czwartek, 11 czerwca 2015
"Nad życie" ~Rozdział drugi~
(.....)
-Violu, co się stało? - zapytał zatroskany chłopak podchodząc do mnie
-Nic - skłamałam spuszczając głowę, a on bez słowa objął mnie. Poczułam się znacznie lepiej, lecz i tak bardzo się bałam. Wiedziałam, że znowu mogę go stracić, przez co nie mogłam powstrzymać łez
-Skarbie, co się dzieje? - zapytał -Dlaczego płaczesz? - martwił się. Szybko pozbyłam się ich i spojrzałam mu w oczy
-Nie przejmuj się, nic mi nie jest - zapewniałam go
-Pokłóciłaś się z kimś? - nie odpowiedziałam -Przecież możesz mi ufać
-Wiem o tym - pogłaskałam go po policzku
-Więc? - nalegał, a ja znowu poczułam w sobie ból
-Nie ważne Leon, za chwilę wrócę - zmieniłam temat po czym wyszłam z pokoju.
**Leon**
Zostałem sam w pomieszczeniu. Wahałem się, ale w końcu wziąłem jej telefon do ręki i sprawdziłem wiadomości. Miałem świadomość tego co robię, ale nie znałem innego wyjścia. Nie mogłem pozwolić, aby ktoś ją skrzywdził.
Kiedy odczytałem SMS'a bardzo się zaniepokoiłem. Odłożyłem komórkę na miejsce i zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim, już rozumiałem dlaczego Viola się tak zachowywała. Do pokoju weszła moja ukochana, która wciąż wyglądała na smutną. Stanąłem naprzeciwko niej
-Kochanie, wiem, że nie powinienem, ale przeczytałem tą wiadomość - przyznałem, a ona spojrzała na mnie przestraszona
-Leon, dlaczego to zrobiłeś? - zapytała zawiedziona
-Bo się o Ciebie martwię - odparłem patrząc jej głęboko w oczy. Miałem nadzieję, że chociaż trochę podniesie ją to na duchu i choć na chwilę zapomni o tym wszystkim. Znam ją i wiem, że dotknęła ją ta wiadomość, dlatego ja także poczułem się przygnębiony. Zobaczyłam jak bacznie mi się przygląda, a z jej oczu odczytałem fascynację i ukojenie. Wyglądała jakby była zaczarowana, na co lekko się uśmiechnąłem, a ona się momentalnie otrząsnęła. Jej policzki nabrały różowego odcienia.
-Przepraszam - powiedziała skrępowana
-Już ci mówiłem, że nie masz mnie za co przepraszać - powiedziałem -Lubię kiedy na mnie patrzysz - przyznałem starając się poprawić jej humor
-T-tak, ale ... - urwała, a do jej oczu zaczęły napływać łzy -Boję się, że znowu się od siebie oddalimy, a ja nie potrafię kolejny raz przez to przechodzić - mocno ją do siebie przyciągnąłem
-Nie rozstaniemy się już więcej - zapewniałem -Nikt i nic nas nie rozdzieli - głaskałem ją po włosach
-Leon
-Tak? - zapytałem troskliwie
-Myślisz, że to Gery napisała tego SMS'a?
-Nie wiem, ale z tego wynika, że tak - stwierdziłem, a ona wypuściła się z moich objęć
-Nie chce wierzyć, że to była ona. Sądziłam, że się zmieniła, że zrozumiała swoje błędy - powiedziała smutno.
Wiedziałem, że Viola tak stwierdzi, jest za dobra. Za to ja jestem prawie pewien, że to Gery. Jest zdolna do takich rzeczy. Też miałem nadzieję, że żałowała tego co zrobiła, ale najwyraźniej nie wszyscy ludzie się zmieniają. Nie mam zamiaru dawać jej taryfy ulgowej, nie pozwolę jej, ani nikomu innemu skrzywdzić Violetty.
-Kochanie pokaż tego SMS'a - dziewczyna posłusznie podała mi swoją komórkę. Wyciągnąłem także swój telefon i porównałem numery -Zgadza się - zauważyłem -Nie masz jej numeru?
-Jakoś się nie złożyło - powiedziała -Ale .. może ktoś napisał to z jej telefonu, to nie musiała być ona - broniła dziewczynę
-Więc się tego dowiemy - rzekłem
-Jak to? - zapytała nieświadoma
-Pójdę z nią porozmawiać - wyjaśniłem
-Nie rób tego Leon - poprosiła -A jeśli to naprawdę ona? Widziałeś co napisała w SMS'ie
-Nie obchodzi mnie to, dla mnie liczysz się tylko ty - powiedziałem, a ona mimowolnie się uśmiechnęła
-W porządku - uległa -Ale idę tam razem z tobą
-Na pewno?
-Tak
-Czekaj, najpierw dowiem się gdzie jest - wziąłem urządzenie do ręki i zadzwoniłem do brunetki
-Halo? - odezwała się
-Gery, musimy porozmawiać, gdzie teraz jesteś?
-W studiu - odparła -A coś się stało? - bez słowa rozłączyłem się
-Chodźmy - złapałem Violettę za rękę
**Violetta**
Ruszyliśmy do salonu, gdzie zastaliśmy mojego ojca
-Dokąd się wybieracie? - zapytał podejrzliwie
-Tato, idziemy poszukać Gery - odparłam
-Coś się stało? - zaczął
-Nie - powiedziałam krótko, a on spojrzał na mnie zdziwiony. Nie zabrzmiałam zbyt wiarygodnie
-Nic się nie stało, po prostu chcemy się od niej czegoś dowiedzieć - uratował mnie Leon -Musimy z nią tylko porozmawiać, nic więcej - dodał
-No dobrze, ale wróć na kolacje - zwrócił się do mnie
-A czy Leon może z nami zjeść? - zapytałam
-Tak, pewnie - odparł bez wahania, a my wyszliśmy z mieszkania.
Pogoda było bardzo ładna, nie było ani za ciepło, ani za zimno. Co jakiś czas powiewał lekki, ale przyjemny wiatr, który kołysał liście drzew. Jednak ciągle nie mogłam przestać myśleć o tym wszystkim.
-Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni - przerwałam ciszę
-Tak, ja też - odparł -Ale jeśli okaże się, że to ona, to nigdy więcej nie pozwolę jej się do Ciebie zbliżyć - rzekł stanowczo. Cieszyłam się, że się tak o mnie martwi, jednak nie chciałam, aby trzeba było podejmować takie kroki.
Ani się obejrzałam, a już byliśmy na miejscu. Stanęliśmy przed wejściem
-Trochę się boję - przyznałam
-Jestem i zawszę będę przy tobie - powiedział odwracając głowę w moją stronę. Puścił moją rękę i zamiast tego objął mnie ramieniem. Weszliśmy do środka. Szukałam wzrokiem brunetki, ale Leon uprzedził mnie i znalazł ją pierwszy. Rozmawiała z grupką uczniów stojąc tyłem do nas. Podeszliśmy do niej
-Gery - zaczął, a ona odwróciła się
-O, hej - jej towarzysze odeszli i zostaliśmy tylko we trójkę. Zwróciła na mnie wzrok, przez co poczułam wewnętrzny lęk. Mocniej wtuliłam się w Leona, co jeszcze bardziej zirytowało brunetkę.
-Pisałaś dzisiaj do Violetty? - zapytał wprost
-Nie, skąd ten pomysł? - spojrzała na niego niewinnym wzrokiem
-Nie kłam - rzucił przymrużając oczy
-O co ci chodzi? Nie wiem dlaczego jesteś taki wobec mnie. Myślałam, że między nami jest w porządku
-Było tak, dopóki nie zaczęłaś pisać do Violetty jakiś chorych wiadomości - coraz bardziej się denerwował
-Nie mam pojęcia o czym mówisz, w ogóle nie wierze, ze podejrzewasz mnie o takie rzeczy - zarzuciła. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać, lecz nie dostrzegałam szczerości w tym wszystkim.
-Daj sobie spokój rozumiesz? Jeśli jeszcze raz do niej napiszesz to możesz się już nigdy więcej nie zbliżać się ani do Violetty, ani do mnie - odparł -A Clement o wszystkim się dowie
-Jesteś niesprawiedliwy Leon! - krzyknęła
-Mam to gdzieś. Kto inny miałby pisać takie wiadomości? - podchwycił, a ona bezradnie wzruszyła ramionami -No właśnie
-Jak zwykle wierzysz jej, a nie mnie! Pewnie namówiła kogoś żeby to napisał podszywając się pode mnie ! - to był już szczyt wszystkiego. Jak widać Gery w ogóle się nie zmieniła i teraz byłam już pewna, że to ona do mnie napisała
-Dlaczego wymyślasz takie rzeczy? - zapytałam -Po co miałabym to robić?
-Choćby po to, żeby mieć Leona tylko dla siebie - zauważyła
-Co?
-To co słyszałaś
-Violetta nie musi sobie niczego udowadniać, bo wie, że kocham tylko ją - wtrącił chłopak, a brunetka wyraźnie posmutniała. Zrobiło mi jej się trochę szkoda, jednak i tak uważałam, że to co robi jest okropne.
-Nie rozumiem, ona Cię ciągle krzywdzi, a ty nadal jej wybaczasz, dlaczego? Ona nie jest Ciebie warta! Jest zwykłą bezuczuciową idiotką, która kiedy tylko pstryknie palcem to już ma tłum chłopaków u swoich stóp - te słowa bardzo mnie dotknęły. Nie mogłam uwierzyć, że aż tak mnie nienawidzi.
-Dość - krzyknął -Nie masz prawa tak o niej mówić - wycedził przez zaciśnięte zęby
-Czego? Prawdy? Ona cię zwyczajnie wykorzystuje - nie mogłam tego dłużej słuchać i wypuszczając się z objęć Leona zaczęłam biec do drzwi.
-Nie zbliżaj się do nas więcej - powiedział do Gery i zaczął biec za mną -Violu - słyszałam za sobą. Dopiero kiedy znalazłam się na zewnątrz zwolniłam kroku i usiadłam na ławce. Moje oczy wypełniały łzy. W końcu chłopak znalazł się obok mnie -Nie przejmuj się nią - pocieszał mnie -Ona nic o tobie nie wie, nie wie tego co ja.
-Ona ma racje - zaczęłam -Nie zasługuję na Ciebie
-To nie prawda. Masz ogromne serce, zawsze chętnie wszystkim pomagasz i nigdy nie zostawiasz nikogo w potrzebie. Nie znam tak wspaniałej osoby jak ty. Jesteś niesamowita i za to właśnie Cię kocham - wyznał, a ja pogłaskałam go po policzku
-Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu - przyznałam, a on spojrzał mi w oczy
-A ja nie mógłbym bez Ciebie żyć, bo jesteś całym moim światem - wyznał, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam -Nie smuć się już więcej dobrze? - przytulił mnie.
Poczułam się bezpieczna i wiedziałam, że nic mi przy nim nie grozi. Złagodził cały ból. Smutek i przygnębienie rozpłynęły się w powietrzu, a moje serce wypełniło miłość i szczęście. Nie wierzyłam, że aż tak na mnie działa
-Kocham Cię - wydusiłam
-Ja Ciebie też - powiedział po czym wypuścił mnie z objęć. Zobaczyłam, że słońce powoli zaczęło zachodzić.
-Chodźmy już - odparłam, a on splótł nasze palce i ruszyliśmy w stronę mojego domu
Kiedy w końcu znaleźliśmy się na miejscu weszliśmy do środka. Gdy zamknęliśmy za sobą drzwi wszyscy odwrócili głowy
-Już jesteście - zauważyła Angie -Siadajcie - szatyn spojrzał na wyświetlacz telefonu sprawdzając godzinę
-Już tak późno? - zapytał z niedowierzaniem i cofnął się do drzwi
-Jest dopiero 20:00 - zdziwiłam się podchodząc do niego
-Wybacz, ale nie mogę zostać. Mój ojciec miał dzisiaj powiedzieć mi coś ważnego i zaraz powinien wrócić do domu - wyjaśnił, a ja posmutniałam -Jutro się zobaczymy - uspokoił mnie
-Chciałabym żebyś został - rzekłam próbując go przekonać. Zamiast tego pocałował mnie w policzek
-Wiesz jak Cię kocham - powiedział, co poskutkowało głośnym chrząknięciem mojego ojca. Oboje się uśmiechnęliśmy -Do jutra - posłał mi buziaka po czym wyszedł z mieszkania, a ja dołączyłam do reszty domowników. Oczywiście nie obeszło się bez uśmiechów Ludmi, Angie i Fede oraz grymasów mojego taty.
**Następny dzień**
Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Podniosłam zaspane powieki i wzięłam urządzenie do ręki. Zobaczyłam, że dostałam wiadomość
~Od Leon~
Violu, musimy się spotkać, to naprawdę bardzo ważne. Przyjdź do naszego miejsca o 12:00.
Trochę zaniepokoiłam się tym SMS'em, ale jeszcze bardziej tym, że była już 11:20. Nie wiem jak mogłam tak długo spać, to pewnie przez te wczorajsze wydarzenia.
Zerwałam się z łózka i szybko poszłam do łazienki. Przygotowałam się jak najszybciej mogłam i w końcu kiedy byłam już gotowa wzięłam telefon z pokoju i poszłam na miejsce spotkania.
Zastałam Leona siedzącego na ławce, jego mina nie wróżyła nic dobrego. Gdy mnie zobaczył od razu zerwał się z miejsca i objął mnie.
-Co się dzieje kochanie? - zapytałam zmartwiona odsuwając się od niego, a on gestem ręki zaproponował abyśmy usiedli. Gdy wykonaliśmy polecenie złapał mnie za rękę, która leżała na oparciu ławki. Z jego oczu odczytałam smutek i rozczarowanie, przez co bardzo się zmartwiłam.
********************************
Hej, ten rozdział był dosyć długi :D Mam nadzieję, że nie zasnęliście w trakcie. Wstawiłam go wcześniej, ponieważ było dużo komentarzy pod tamtym rozdziałem, Gracias ♥ Jeśli wam się podobało, to wiecie co robić :) Jak myślicie? Jaką tajemnicę skrywa Leon? Możecie zgadywać, no, ale dowiecie się tego dopiero w następnym wpisie :D Jego data będzie oczywiście zależała w jakimś stopniu od was :D Zamierzam wstawić go może w poniedziałek (wcześniej lub później) ale jeśli się postaracie, to może uda mi się dodać go wcześniej :* Tak wgl to jutro finał Violetty :c Te 3 niezwykłe lata pozostaną na zawsze w moim sercu ♥ No, ale nie ma co się smucić, zawsze można oglądać od początku :D No, dobra kończę już :D Dziękuje wszystkim za komentarze i oczywiście proszę o dalsze popieranie tej czynności :*
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
-Violu, co się stało? - zapytał zatroskany chłopak podchodząc do mnie
-Nic - skłamałam spuszczając głowę, a on bez słowa objął mnie. Poczułam się znacznie lepiej, lecz i tak bardzo się bałam. Wiedziałam, że znowu mogę go stracić, przez co nie mogłam powstrzymać łez
-Skarbie, co się dzieje? - zapytał -Dlaczego płaczesz? - martwił się. Szybko pozbyłam się ich i spojrzałam mu w oczy
-Nie przejmuj się, nic mi nie jest - zapewniałam go
-Pokłóciłaś się z kimś? - nie odpowiedziałam -Przecież możesz mi ufać
-Wiem o tym - pogłaskałam go po policzku
-Więc? - nalegał, a ja znowu poczułam w sobie ból
-Nie ważne Leon, za chwilę wrócę - zmieniłam temat po czym wyszłam z pokoju.
**Leon**
Zostałem sam w pomieszczeniu. Wahałem się, ale w końcu wziąłem jej telefon do ręki i sprawdziłem wiadomości. Miałem świadomość tego co robię, ale nie znałem innego wyjścia. Nie mogłem pozwolić, aby ktoś ją skrzywdził.
Kiedy odczytałem SMS'a bardzo się zaniepokoiłem. Odłożyłem komórkę na miejsce i zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim, już rozumiałem dlaczego Viola się tak zachowywała. Do pokoju weszła moja ukochana, która wciąż wyglądała na smutną. Stanąłem naprzeciwko niej
-Kochanie, wiem, że nie powinienem, ale przeczytałem tą wiadomość - przyznałem, a ona spojrzała na mnie przestraszona
-Leon, dlaczego to zrobiłeś? - zapytała zawiedziona
-Bo się o Ciebie martwię - odparłem patrząc jej głęboko w oczy. Miałem nadzieję, że chociaż trochę podniesie ją to na duchu i choć na chwilę zapomni o tym wszystkim. Znam ją i wiem, że dotknęła ją ta wiadomość, dlatego ja także poczułem się przygnębiony. Zobaczyłam jak bacznie mi się przygląda, a z jej oczu odczytałem fascynację i ukojenie. Wyglądała jakby była zaczarowana, na co lekko się uśmiechnąłem, a ona się momentalnie otrząsnęła. Jej policzki nabrały różowego odcienia.
-Przepraszam - powiedziała skrępowana
-Już ci mówiłem, że nie masz mnie za co przepraszać - powiedziałem -Lubię kiedy na mnie patrzysz - przyznałem starając się poprawić jej humor
-T-tak, ale ... - urwała, a do jej oczu zaczęły napływać łzy -Boję się, że znowu się od siebie oddalimy, a ja nie potrafię kolejny raz przez to przechodzić - mocno ją do siebie przyciągnąłem
-Nie rozstaniemy się już więcej - zapewniałem -Nikt i nic nas nie rozdzieli - głaskałem ją po włosach
-Leon
-Tak? - zapytałem troskliwie
-Myślisz, że to Gery napisała tego SMS'a?
-Nie wiem, ale z tego wynika, że tak - stwierdziłem, a ona wypuściła się z moich objęć
-Nie chce wierzyć, że to była ona. Sądziłam, że się zmieniła, że zrozumiała swoje błędy - powiedziała smutno.
Wiedziałem, że Viola tak stwierdzi, jest za dobra. Za to ja jestem prawie pewien, że to Gery. Jest zdolna do takich rzeczy. Też miałem nadzieję, że żałowała tego co zrobiła, ale najwyraźniej nie wszyscy ludzie się zmieniają. Nie mam zamiaru dawać jej taryfy ulgowej, nie pozwolę jej, ani nikomu innemu skrzywdzić Violetty.
-Kochanie pokaż tego SMS'a - dziewczyna posłusznie podała mi swoją komórkę. Wyciągnąłem także swój telefon i porównałem numery -Zgadza się - zauważyłem -Nie masz jej numeru?
-Jakoś się nie złożyło - powiedziała -Ale .. może ktoś napisał to z jej telefonu, to nie musiała być ona - broniła dziewczynę
-Więc się tego dowiemy - rzekłem
-Jak to? - zapytała nieświadoma
-Pójdę z nią porozmawiać - wyjaśniłem
-Nie rób tego Leon - poprosiła -A jeśli to naprawdę ona? Widziałeś co napisała w SMS'ie
-Nie obchodzi mnie to, dla mnie liczysz się tylko ty - powiedziałem, a ona mimowolnie się uśmiechnęła
-W porządku - uległa -Ale idę tam razem z tobą
-Na pewno?
-Tak
-Czekaj, najpierw dowiem się gdzie jest - wziąłem urządzenie do ręki i zadzwoniłem do brunetki
-Halo? - odezwała się
-Gery, musimy porozmawiać, gdzie teraz jesteś?
-W studiu - odparła -A coś się stało? - bez słowa rozłączyłem się
-Chodźmy - złapałem Violettę za rękę
**Violetta**
Ruszyliśmy do salonu, gdzie zastaliśmy mojego ojca
-Dokąd się wybieracie? - zapytał podejrzliwie
-Tato, idziemy poszukać Gery - odparłam
-Coś się stało? - zaczął
-Nie - powiedziałam krótko, a on spojrzał na mnie zdziwiony. Nie zabrzmiałam zbyt wiarygodnie
-Nic się nie stało, po prostu chcemy się od niej czegoś dowiedzieć - uratował mnie Leon -Musimy z nią tylko porozmawiać, nic więcej - dodał
-No dobrze, ale wróć na kolacje - zwrócił się do mnie
-A czy Leon może z nami zjeść? - zapytałam
-Tak, pewnie - odparł bez wahania, a my wyszliśmy z mieszkania.
Pogoda było bardzo ładna, nie było ani za ciepło, ani za zimno. Co jakiś czas powiewał lekki, ale przyjemny wiatr, który kołysał liście drzew. Jednak ciągle nie mogłam przestać myśleć o tym wszystkim.
-Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni - przerwałam ciszę
-Tak, ja też - odparł -Ale jeśli okaże się, że to ona, to nigdy więcej nie pozwolę jej się do Ciebie zbliżyć - rzekł stanowczo. Cieszyłam się, że się tak o mnie martwi, jednak nie chciałam, aby trzeba było podejmować takie kroki.
Ani się obejrzałam, a już byliśmy na miejscu. Stanęliśmy przed wejściem
-Trochę się boję - przyznałam
-Jestem i zawszę będę przy tobie - powiedział odwracając głowę w moją stronę. Puścił moją rękę i zamiast tego objął mnie ramieniem. Weszliśmy do środka. Szukałam wzrokiem brunetki, ale Leon uprzedził mnie i znalazł ją pierwszy. Rozmawiała z grupką uczniów stojąc tyłem do nas. Podeszliśmy do niej
-Gery - zaczął, a ona odwróciła się
-O, hej - jej towarzysze odeszli i zostaliśmy tylko we trójkę. Zwróciła na mnie wzrok, przez co poczułam wewnętrzny lęk. Mocniej wtuliłam się w Leona, co jeszcze bardziej zirytowało brunetkę.
-Pisałaś dzisiaj do Violetty? - zapytał wprost
-Nie, skąd ten pomysł? - spojrzała na niego niewinnym wzrokiem
-Nie kłam - rzucił przymrużając oczy
-O co ci chodzi? Nie wiem dlaczego jesteś taki wobec mnie. Myślałam, że między nami jest w porządku
-Było tak, dopóki nie zaczęłaś pisać do Violetty jakiś chorych wiadomości - coraz bardziej się denerwował
-Nie mam pojęcia o czym mówisz, w ogóle nie wierze, ze podejrzewasz mnie o takie rzeczy - zarzuciła. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać, lecz nie dostrzegałam szczerości w tym wszystkim.
-Daj sobie spokój rozumiesz? Jeśli jeszcze raz do niej napiszesz to możesz się już nigdy więcej nie zbliżać się ani do Violetty, ani do mnie - odparł -A Clement o wszystkim się dowie
-Jesteś niesprawiedliwy Leon! - krzyknęła
-Mam to gdzieś. Kto inny miałby pisać takie wiadomości? - podchwycił, a ona bezradnie wzruszyła ramionami -No właśnie
-Jak zwykle wierzysz jej, a nie mnie! Pewnie namówiła kogoś żeby to napisał podszywając się pode mnie ! - to był już szczyt wszystkiego. Jak widać Gery w ogóle się nie zmieniła i teraz byłam już pewna, że to ona do mnie napisała
-Dlaczego wymyślasz takie rzeczy? - zapytałam -Po co miałabym to robić?
-Choćby po to, żeby mieć Leona tylko dla siebie - zauważyła
-Co?
-To co słyszałaś
-Violetta nie musi sobie niczego udowadniać, bo wie, że kocham tylko ją - wtrącił chłopak, a brunetka wyraźnie posmutniała. Zrobiło mi jej się trochę szkoda, jednak i tak uważałam, że to co robi jest okropne.
-Nie rozumiem, ona Cię ciągle krzywdzi, a ty nadal jej wybaczasz, dlaczego? Ona nie jest Ciebie warta! Jest zwykłą bezuczuciową idiotką, która kiedy tylko pstryknie palcem to już ma tłum chłopaków u swoich stóp - te słowa bardzo mnie dotknęły. Nie mogłam uwierzyć, że aż tak mnie nienawidzi.
-Dość - krzyknął -Nie masz prawa tak o niej mówić - wycedził przez zaciśnięte zęby
-Czego? Prawdy? Ona cię zwyczajnie wykorzystuje - nie mogłam tego dłużej słuchać i wypuszczając się z objęć Leona zaczęłam biec do drzwi.
-Nie zbliżaj się do nas więcej - powiedział do Gery i zaczął biec za mną -Violu - słyszałam za sobą. Dopiero kiedy znalazłam się na zewnątrz zwolniłam kroku i usiadłam na ławce. Moje oczy wypełniały łzy. W końcu chłopak znalazł się obok mnie -Nie przejmuj się nią - pocieszał mnie -Ona nic o tobie nie wie, nie wie tego co ja.
-Ona ma racje - zaczęłam -Nie zasługuję na Ciebie
-To nie prawda. Masz ogromne serce, zawsze chętnie wszystkim pomagasz i nigdy nie zostawiasz nikogo w potrzebie. Nie znam tak wspaniałej osoby jak ty. Jesteś niesamowita i za to właśnie Cię kocham - wyznał, a ja pogłaskałam go po policzku
-Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu - przyznałam, a on spojrzał mi w oczy
-A ja nie mógłbym bez Ciebie żyć, bo jesteś całym moim światem - wyznał, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam -Nie smuć się już więcej dobrze? - przytulił mnie.
Poczułam się bezpieczna i wiedziałam, że nic mi przy nim nie grozi. Złagodził cały ból. Smutek i przygnębienie rozpłynęły się w powietrzu, a moje serce wypełniło miłość i szczęście. Nie wierzyłam, że aż tak na mnie działa
-Kocham Cię - wydusiłam
-Ja Ciebie też - powiedział po czym wypuścił mnie z objęć. Zobaczyłam, że słońce powoli zaczęło zachodzić.
-Chodźmy już - odparłam, a on splótł nasze palce i ruszyliśmy w stronę mojego domu
Kiedy w końcu znaleźliśmy się na miejscu weszliśmy do środka. Gdy zamknęliśmy za sobą drzwi wszyscy odwrócili głowy
-Już jesteście - zauważyła Angie -Siadajcie - szatyn spojrzał na wyświetlacz telefonu sprawdzając godzinę
-Już tak późno? - zapytał z niedowierzaniem i cofnął się do drzwi
-Jest dopiero 20:00 - zdziwiłam się podchodząc do niego
-Wybacz, ale nie mogę zostać. Mój ojciec miał dzisiaj powiedzieć mi coś ważnego i zaraz powinien wrócić do domu - wyjaśnił, a ja posmutniałam -Jutro się zobaczymy - uspokoił mnie
-Chciałabym żebyś został - rzekłam próbując go przekonać. Zamiast tego pocałował mnie w policzek
-Wiesz jak Cię kocham - powiedział, co poskutkowało głośnym chrząknięciem mojego ojca. Oboje się uśmiechnęliśmy -Do jutra - posłał mi buziaka po czym wyszedł z mieszkania, a ja dołączyłam do reszty domowników. Oczywiście nie obeszło się bez uśmiechów Ludmi, Angie i Fede oraz grymasów mojego taty.
**Następny dzień**
Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Podniosłam zaspane powieki i wzięłam urządzenie do ręki. Zobaczyłam, że dostałam wiadomość
~Od Leon~
Violu, musimy się spotkać, to naprawdę bardzo ważne. Przyjdź do naszego miejsca o 12:00.
Trochę zaniepokoiłam się tym SMS'em, ale jeszcze bardziej tym, że była już 11:20. Nie wiem jak mogłam tak długo spać, to pewnie przez te wczorajsze wydarzenia.
Zerwałam się z łózka i szybko poszłam do łazienki. Przygotowałam się jak najszybciej mogłam i w końcu kiedy byłam już gotowa wzięłam telefon z pokoju i poszłam na miejsce spotkania.
Zastałam Leona siedzącego na ławce, jego mina nie wróżyła nic dobrego. Gdy mnie zobaczył od razu zerwał się z miejsca i objął mnie.
-Co się dzieje kochanie? - zapytałam zmartwiona odsuwając się od niego, a on gestem ręki zaproponował abyśmy usiedli. Gdy wykonaliśmy polecenie złapał mnie za rękę, która leżała na oparciu ławki. Z jego oczu odczytałam smutek i rozczarowanie, przez co bardzo się zmartwiłam.
********************************
Hej, ten rozdział był dosyć długi :D Mam nadzieję, że nie zasnęliście w trakcie. Wstawiłam go wcześniej, ponieważ było dużo komentarzy pod tamtym rozdziałem, Gracias ♥ Jeśli wam się podobało, to wiecie co robić :) Jak myślicie? Jaką tajemnicę skrywa Leon? Możecie zgadywać, no, ale dowiecie się tego dopiero w następnym wpisie :D Jego data będzie oczywiście zależała w jakimś stopniu od was :D Zamierzam wstawić go może w poniedziałek (wcześniej lub później) ale jeśli się postaracie, to może uda mi się dodać go wcześniej :* Tak wgl to jutro finał Violetty :c Te 3 niezwykłe lata pozostaną na zawsze w moim sercu ♥ No, ale nie ma co się smucić, zawsze można oglądać od początku :D No, dobra kończę już :D Dziękuje wszystkim za komentarze i oczywiście proszę o dalsze popieranie tej czynności :*
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
wtorek, 9 czerwca 2015
"Nad życie" ~Rozdział pierwszy~
**Violetta**
Kolejny raz wróciłam do tego magicznego miejsca. Piękny zapach kwiatów unosił się w powietrzu otulając mnie przyjemną wonią. Słychać było śpiew ptaków i czułam lekko powiewający wiatr.
Powracały do mnie wszystkie wspomnienia. Pierwszy pocałunek z Leonem. Dotyk jego ciepłych, uspokajających warg i jego niezwykły uśmiech.
Na samą myśl o moim ukochanym znalazłam się naprzeciwko ławki, naszej ławki. Tej, która pozwoliła mi doznać tak niesamowitej rozkoszy. Podeszłam do niej i delikatnie przejechałam po idealnie gładkiej, śnieżnobiałej płaszczyźnie. Obeszłam ją dookoła i w końcu na niej spoczęłam. Spoglądałam na zieleń drzew i piękne, kwitnące kwiaty. To miejsce było prześliczne, mogłabym tu siedzieć cały dzień i patrzyć na te niesamowite widoki, ale brakowało tylko jednego, Leona.
Nagle poczułam mój ukochany zapach, po którym od razu poznałam, że najważniejsza osoba w moim życiu znajduję się właśnie w moim pobliżu. Miałam ochotę odwrócić się i w końcu spojrzeć w te piękne, orzechowe oczy, ale z trudnością powstrzymałam się czekając co zrobi szatyn.
Po chwili znalazł się tuż za mną i musnął mnie w policzek. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. W końcu nie wytrzymałam i wstając z ławki odwróciłam się w jego stronę. Gdy tylko go ujrzałam poczułam motylki w brzuchu. Rzuciłam mu się w ramiona.
-Cześć kochanie - odparł wypuszczając mnie z uścisku. Kiedy usłyszałam te słowa na mojej twarzy od razu namalował się uśmiech
-Cześć Leon - wydusiłam z siebie w końcu
-Tęskniłem za tobą - chwycił moje ręce
-Ja za tobą też - rzekłam wlepiając wzrok w jego piękne, brązowe oczy, w których momentalnie zaczęłam tonąć. Ujął moją twarz dłonią i przybliżył się do mnie. Czułam bijące od niego ciepło, na co skrycie się uśmiechnęłam. Dzieliły nas zaledwie milimetry. W końcu złączył nasze usta w spragnionym pocałunku. Moje serce nabrało szybszego rytmu i było przepełnione szczęściem. Dotyk jego warg sprawiał, że zapomniałam o otaczającym mnie świecie, liczył się tylko on i ja.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy pogłaskałam go po policzku
-Brakowało mi tego - odezwał się, a ja zaczęłam mu się bacznie przyglądać. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście.
-Kocham Cię Leon - powiedziałam
-Ja Ciebie też skarbie - zapewnił z uśmiechem -Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zauważył rozbawiony, a ja speszyłam się i szybko odwróciłam od niego wzrok. Na mojej twarzy namalowały się rumieńce, które próbowałam ukryć pod burzą włosów. Nagle poczułam, że podnosi mój podbródek i wbrew swojej woli musiałam spojrzeć mu w oczy -Wcale mi to nie przeszkadza - odparł po czym musnął mnie w usta. Na moją twarz ponownie skradł się uśmiech, którego chłopak oczywiście nie przeoczył. -Chodźmy, odprowadzę Cię do domu - powiedział z uśmiechem. Splótł nasze palce i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Po krótkim czasie znaleźliśmy się na miejscu
-Zostaniesz na kolacji? - zapytałam łapiąc za klamkę
-Jeśli mogę - odparł, a ja bez słowa pociągnęłam go za rękę do środka. Znaleźliśmy się w salonie, gdzie zastaliśmy Federico i Ludmiłę oglądających film na kanapie. Podeszliśmy i usiedliśmy obok nich na kanapie
-Siema - powiedział Leon
-Cii - uciszał go brunet wlepiony w ekran
-Cześć Ludmiła - prowokował rozbawiony chłopak, a ta tak samo próbowała go uciszyć. -Co robicie? - ciągnął, a oni dalej próbowali skupić się na filmie. Nagle szatyn wziął pilot i wyłączył urządzenie, na co oboje odskoczyli z kanapy jak poparzeni.
-NIE !! - powiedział załamany Federico -Co ty narobiłeś?! - zapytał zbulwersowany, a Leon zaczął się śmiać
-Przesadziłeś! - powiedziała Ludmiła rzucając poduszką mojego chłopaka, a on nadal nie mógł powstrzymać śmiechu. Za którymś razem blondynka spudłowała i trafiła we mnie. W ten sposób zaczęła się bitwa na poduszki.
W końcu po piętnastu minutach wszyscy się uspokoiliśmy i padliśmy na kanapę roześmiani.
-Dobra, a teraz możemy obejrzeć chociaż końcówkę? - upomniała się Ludmiła, na co Fede pokiwał potwierdzająco głową
-Okey, już wam nie przeszkadzamy - uśmiechnięci poszliśmy do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a Leon spoczął obok mnie
-Jak ci minęły wakacje? - zapytał zwracając na mnie wzrok
-Dobrze, ale strasznie za tobą tęskniłam
-Ale teraz jesteśmy razem i już zawsze tak będzie - przytulił mnie, a ja poczułam motylki w brzuchu, jak zawsze kiedy mnie dotykał.
Nagle przerwał nam sygnał mojej komórki
-Przepraszam - uwolniłam się z uścisku szatyna i podchodząc do biurka wzięłam urządzenie do ręki. Zobaczyłam, że doszła do mnie wiadomość od nieznanego numeru
~Jeśli myślisz, że odpuszczę ci to, co zrobiłaś Leonowi, to się grubo mylisz. Myślisz, że możesz go ranić, a później, jak gdyby nigdy nic wracać do niego? Nie pozwolę ci na to, rozumiesz? Ta cała szkopka przed wakacjami była tylko po to, żeby nikt się nie domyślił co planuję. Lepiej się od niego na zawsze odsuń, bo to może się dla was źle skończyć. A jeśli pokażesz mu tą wiadomość to zniszczę was raz na zawsze i wierz, że już nic ci nie pomoże. Trzymaj się od niego z daleka.~
Kiedy to odczytałam poczułam w sobie lęk i przerażenie. Zrobiłam się blada jak ściana.
*********************************************
Hej ! :) Mój pierwszy rozdział ! :D Postanowiłam go wstawić od razu, a co tam :) Jeśli wam się podobał to komentujcie i obserwujcie mojego bloga ! :* Miłego dnia ;*
Kolejny raz wróciłam do tego magicznego miejsca. Piękny zapach kwiatów unosił się w powietrzu otulając mnie przyjemną wonią. Słychać było śpiew ptaków i czułam lekko powiewający wiatr.
Powracały do mnie wszystkie wspomnienia. Pierwszy pocałunek z Leonem. Dotyk jego ciepłych, uspokajających warg i jego niezwykły uśmiech.
Na samą myśl o moim ukochanym znalazłam się naprzeciwko ławki, naszej ławki. Tej, która pozwoliła mi doznać tak niesamowitej rozkoszy. Podeszłam do niej i delikatnie przejechałam po idealnie gładkiej, śnieżnobiałej płaszczyźnie. Obeszłam ją dookoła i w końcu na niej spoczęłam. Spoglądałam na zieleń drzew i piękne, kwitnące kwiaty. To miejsce było prześliczne, mogłabym tu siedzieć cały dzień i patrzyć na te niesamowite widoki, ale brakowało tylko jednego, Leona.
Nagle poczułam mój ukochany zapach, po którym od razu poznałam, że najważniejsza osoba w moim życiu znajduję się właśnie w moim pobliżu. Miałam ochotę odwrócić się i w końcu spojrzeć w te piękne, orzechowe oczy, ale z trudnością powstrzymałam się czekając co zrobi szatyn.
Po chwili znalazł się tuż za mną i musnął mnie w policzek. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. W końcu nie wytrzymałam i wstając z ławki odwróciłam się w jego stronę. Gdy tylko go ujrzałam poczułam motylki w brzuchu. Rzuciłam mu się w ramiona.
-Cześć kochanie - odparł wypuszczając mnie z uścisku. Kiedy usłyszałam te słowa na mojej twarzy od razu namalował się uśmiech
-Cześć Leon - wydusiłam z siebie w końcu
-Tęskniłem za tobą - chwycił moje ręce
-Ja za tobą też - rzekłam wlepiając wzrok w jego piękne, brązowe oczy, w których momentalnie zaczęłam tonąć. Ujął moją twarz dłonią i przybliżył się do mnie. Czułam bijące od niego ciepło, na co skrycie się uśmiechnęłam. Dzieliły nas zaledwie milimetry. W końcu złączył nasze usta w spragnionym pocałunku. Moje serce nabrało szybszego rytmu i było przepełnione szczęściem. Dotyk jego warg sprawiał, że zapomniałam o otaczającym mnie świecie, liczył się tylko on i ja.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy pogłaskałam go po policzku
-Brakowało mi tego - odezwał się, a ja zaczęłam mu się bacznie przyglądać. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście.
-Kocham Cię Leon - powiedziałam
-Ja Ciebie też skarbie - zapewnił z uśmiechem -Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zauważył rozbawiony, a ja speszyłam się i szybko odwróciłam od niego wzrok. Na mojej twarzy namalowały się rumieńce, które próbowałam ukryć pod burzą włosów. Nagle poczułam, że podnosi mój podbródek i wbrew swojej woli musiałam spojrzeć mu w oczy -Wcale mi to nie przeszkadza - odparł po czym musnął mnie w usta. Na moją twarz ponownie skradł się uśmiech, którego chłopak oczywiście nie przeoczył. -Chodźmy, odprowadzę Cię do domu - powiedział z uśmiechem. Splótł nasze palce i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Po krótkim czasie znaleźliśmy się na miejscu
-Zostaniesz na kolacji? - zapytałam łapiąc za klamkę
-Jeśli mogę - odparł, a ja bez słowa pociągnęłam go za rękę do środka. Znaleźliśmy się w salonie, gdzie zastaliśmy Federico i Ludmiłę oglądających film na kanapie. Podeszliśmy i usiedliśmy obok nich na kanapie
-Siema - powiedział Leon
-Cii - uciszał go brunet wlepiony w ekran
-Cześć Ludmiła - prowokował rozbawiony chłopak, a ta tak samo próbowała go uciszyć. -Co robicie? - ciągnął, a oni dalej próbowali skupić się na filmie. Nagle szatyn wziął pilot i wyłączył urządzenie, na co oboje odskoczyli z kanapy jak poparzeni.
-NIE !! - powiedział załamany Federico -Co ty narobiłeś?! - zapytał zbulwersowany, a Leon zaczął się śmiać
-Przesadziłeś! - powiedziała Ludmiła rzucając poduszką mojego chłopaka, a on nadal nie mógł powstrzymać śmiechu. Za którymś razem blondynka spudłowała i trafiła we mnie. W ten sposób zaczęła się bitwa na poduszki.
W końcu po piętnastu minutach wszyscy się uspokoiliśmy i padliśmy na kanapę roześmiani.
-Dobra, a teraz możemy obejrzeć chociaż końcówkę? - upomniała się Ludmiła, na co Fede pokiwał potwierdzająco głową
-Okey, już wam nie przeszkadzamy - uśmiechnięci poszliśmy do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a Leon spoczął obok mnie
-Jak ci minęły wakacje? - zapytał zwracając na mnie wzrok
-Dobrze, ale strasznie za tobą tęskniłam
-Ale teraz jesteśmy razem i już zawsze tak będzie - przytulił mnie, a ja poczułam motylki w brzuchu, jak zawsze kiedy mnie dotykał.
Nagle przerwał nam sygnał mojej komórki
-Przepraszam - uwolniłam się z uścisku szatyna i podchodząc do biurka wzięłam urządzenie do ręki. Zobaczyłam, że doszła do mnie wiadomość od nieznanego numeru
~Jeśli myślisz, że odpuszczę ci to, co zrobiłaś Leonowi, to się grubo mylisz. Myślisz, że możesz go ranić, a później, jak gdyby nigdy nic wracać do niego? Nie pozwolę ci na to, rozumiesz? Ta cała szkopka przed wakacjami była tylko po to, żeby nikt się nie domyślił co planuję. Lepiej się od niego na zawsze odsuń, bo to może się dla was źle skończyć. A jeśli pokażesz mu tą wiadomość to zniszczę was raz na zawsze i wierz, że już nic ci nie pomoże. Trzymaj się od niego z daleka.~
Kiedy to odczytałam poczułam w sobie lęk i przerażenie. Zrobiłam się blada jak ściana.
*********************************************
Hej ! :) Mój pierwszy rozdział ! :D Postanowiłam go wstawić od razu, a co tam :) Jeśli wam się podobał to komentujcie i obserwujcie mojego bloga ! :* Miłego dnia ;*
Wprowadzenie
Hej, hej :D To mój nowy blog o Leonettcie ! :D (wiem zostały tylko 3 dni do końca serialu, ale i tak zamierzam pisać opowiadania o tej parze) :] Mam nadzieję, że moja twórczość się wam spodoba, jeśli tak to wyraźcie swoją opinię w komentarzu :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)